Miesięczne archiwum: Marzec 2014

Co z tym szkolnictwem?

Już od dłuższego czasu w polskich mediach sprawa dotycząca polskiego szkolnictwa po cichu się kotłuje. Wszystko właściwie można by przypisać reformom wprowadzających gimnazjum   ( po podziale starej szkoły podstawowej  i skróceniu edukacji w liceum). Na ten temat wypowiadali się już niemal wszyscy. Ale czy ci wszyscy zagłębiali się uważnie, aby móc odpowiedzieć na pytanie, co trapi nasz system szkolnictwa? Odpowiedź brzmi – nie!

Rzeczywiście można wymienić  wiele niedogodności związanych z „nowym” podziałem szkół. Wszystko sprowadza się do dezorientacji młodych ludzi, nie wystarczającego podziału kompetencji   szkół gimnazjalnych ( powtarzający  się  program szkół podstawowych i brak  koordynacji   programu gimnazjum i szkół   ponadgimnazjalnych ). Ale czy to są główne problemy naszej edukacji, czy zapobieżenie im naprawiłoby cały ten harmider przerzucany z jednej na drugą stronę przez nowe ekipy rządzące?

Nie. Rozwiązań należy szukać u podstaw tego całego bajzlu, tam gdzie został on stworzony. Cofnijmy się zatem do początku. Za górami za lasami, choć tak naprawdę jedynie na równinie środkowo-europejskiej, w dawnym mocarstwie Rzeczpospolitej Obojga Narodów w roku 1773 powołano Komisję Edukacji Narodowej – KEN, która w założeniach miała upowszechnić naukę i wyrwać monopol na nią kościołowi. Niestety pomimo szczytnych celów wykonanie projektu było bylejakie i cofnęło świetne jezuickie nauczanie do czasów odległych przynajmniej 100 lat wstecz. Prace komisji zostały zakończone przez rozbiory i ostatecznie zniknięcie RP z map świata w 1795 roku. Lecz tutaj zaczyna się właściwa część naszej historii, a mianowicie reformy pruskiego króla Fryderyka Wilhelma I. Wprowadzono wtedy do szkół znany nam dzisiaj system 45 –  minutowych zajęć z przerwami oraz ocenianie pracy uczniów, a także z egzaminami typu „matura” stawiających na indywidualną pracę ucznia, które, dobrze napisane, były przepustką na uczelnie wyższą. Całość szkolnictwa   w tamtych czasach nie była zła. Kształciła  ludzi skrupulatnie i poszłusznie wykonujących narzucone im zadania oraz dawała podstawowe umiejętności – czytania oraz pisania. Było to wszystko, czego potrzebowali tamtejsi pracodawcy, jedyne czego wymagali np. od robotnika pracującego przy taśmie produkcyjnej.

Pomimo dawnych plusów, dzisiaj ten sposób nauki zdążył się zestarzeć. Ludzie po ukończeniu szkół ponadgimnazjalnych zwykle nie posiadają podstawowej wiedzy na ogólne tematy dotyczące  choćby historii własnego kraju lub wiedzy ,  z jakimi krajami sąsiaduje Polska.

Dobrze – wiemy już jak było i że teraz jest źle, ale jakie powinno być wyjście z tej sytuacji? Tych jest wiele, lecz przestawię trzy. Pierwszym jest stusunek państwa do szkolnictwa, drugi dotyczy szkoły – „jako takiej”, trzecim jest natomiast nowy system.

Po pierwsze, sprawą mogąca rozwiązać cały ten galimiatias byłoby calkowite sprywatyzowanie szkolnictwa połączone z ograniczeniem obowiązku nauki jedynie do szkól podstawowych. Ucierpieliby na tym przede wszystkim urzędnicy państwowi, ale przyniosłoby to niewyobrażalną ilość pozytywów. Utrzymałyby się jedynie szkoły przedsiębiorcze, inwestujące w swoich uczniów oraz zatrzymałby się  dopływ ludzi nie radzących sobie intelektualnie, którzy w dzisiejszych czasach hamują rozwój tych pragnących  wiedzy. (współczesna szkoła daje równy  dostęp wszystkich do edukacji , rozwiązanie tego typu sprawiłoby, że ci,  którzy umieją już pisać i czytać mogliby spokojnie zająć się pracą w fabrykach i innych podobnych miejscach dając tym samych świeży oddech przygniatanym szkołom przed rzesze słabych intelektualnie uczniów).

Po drugie warto przejść do systemu szkół demokratycznych, w których  priorytetem jest nauka, przekazywanie wiedzy w przeciwieństwie do obecnego szkolnictwa, w którym stawia się na szufladkowanie uczniów poprzez oceny i różej maści egzaminy mające przyporządkować uczniów konkretnym rubrykom.

Po trzecie powinniśmy zainteresować się systemem  nauczania neurodydaktycznego – „brain frielndy learning” (ang. nauka przyjazna dla mózgu). Sama nazwa wskazuje już, że  jest to coś, co ma pomagać w procesie dydaktycznym. System ten jest stosunkowo nowy, ponieważ pierwsze prace na ten temat powstały w drugiej połowie lat 80 –tych  XX wieku. W ogólnym opisie polega on na znajdowaniu metod  jak najłatwiejszego ,ale zarazem najefektywniejszego sposobu przekazania informacji  do zapamiętania przez uczniów. Dochodzi w nim do decentralizacji organu zarządzającego nauką. Metoda ta przekazuje powinność programowania toru nauki w ręce nauczyciela, mającego bezpośredni kontakt z odbiorcą jego pracy – uczniem. Sprawia on, iż nauka przestaje być drętwą powinnością, a staje się wyzwaniem i przygodą dla młodych nieukształtowanych, bardzo łatwo ulegających wpływom innych – młodych  ludzi (czytaj – dzieci).

Podsumowując, (dla tych którzy wolą tekst w skrócie) dzisiejszy system polskiego szkolnictwa jest starym skostniałym reliktem sprzed ponad 200 lat, który należy unicestwić i wymienić. Pomysłów na to jest wiele, lecz sprawą nadrzędną jest usunięcie państwa z  kontroli całego systemu. W konsekwencjach powinno to uwolnić potencjał młodych ludzi i dać im narzędzia do swobodnego rozwoju w dowolnie pożądanym przez siebie kierunku. Takie zmiany w dalszej perwspektywie dałby nam owoc w postaci myślących nieszablonowo ludzi ,mogących podnieść na nogi swój kraj, ludzi aktywnych, kreatywnych i przede wszystkim wolnych.

 

Aleksander Grześkiewicz, klasa III LOI

Tajemniczy twórca murali

Banksy to tajemniczy twórca murali, artysta prowokator, którego twarzy nikt nigdy nie widział. Gazety spekulują na temat jego prawdziwej tożsamości. Według  „The Guardian” jest to Robert Banks, a wedle „The Mail on Sunday” to Robin Gunningham. Prawdopodobnie pochodzi z Bristolu i urodził się w 1074r. Jego prace pojawiają się zarówno na ulicach Londynu jak i w innych miejscach na świecie.

Oryginalna sztuka uliczna Banksy’ego jest połączeniem ze sobą graffiti i techniki szablonowej. Jego przesłania są najczęściej humorystyczne lub związane z polityką, a ich umiejscowienie jest często bardzo ryzykowne i prowokujące.

Prace Banksy’ego często są związane z miejscem ich wykonania, a ich ogólny przekaz jest antywojenny, antykapitalistyczny i pacyfistyczny. W dziełach pojawiają się policjanci, żołnierze, dzieci i osoby starsze oraz zwierzęta. Oprócz obrazów tworzy także naklejki oraz rzeźby np. „zamordowana budka telefoniczna”.  Banksy wydał także kilka albumów ze zdjęciami, zarówno swoich prac na murach w różnych częściach świata, jak i obrazów oraz prezentacji.

Postać Banksy’ego budzi wiele kontrowersji. Peter Gibson, przedstawiciel organizacji Keep Britain Tidy, dbającej o czystość w Wielkiej Brytanii, uważa artystę za zwykłego wandala. Spekulowano również o jego współpracy z licznymi korporacjami, co sprawiło, że uznawano  go za osobę, która poddała się kapitalizmowi, co byłoby sprzeczne z przesłaniem jego prac.

Wszystkich zainteresowanych zachęcam do zapoznania się z publikacjami Banksy’ego oraz z poświęconą mu książką „Banksy. Nie ma jak w domu”.

Joanna Rojek, klasa I LOE

„Syn złodziejki” Grażyny Bąkiewicz – powieść o dorastaniu

Grażyna Bąkiewicz to pisarka pochodząca z Łodzi . Na swoim koncie oprócz książki „Syn złodziejki” ma jeszcze kilka innych, zarówno dla dzieci i młodzieży, jak i dla dorosłych.

syn-zlodziejki_grazyna-bakiewicz-99903505069_978-83-7672-110-1_600

,, Syn złodziejki ” to wciągający, choć nie obszerny utwór o dorastaniu, problemach z rodzicami i życiowych niespodziankach. Głównym bohaterem jest piętnastoletni chłopiec, który przeżył burzliwe dzieciństwo. Od początku zdany jest na siebie. Z matką widuje się rzadko. Wciąż musi zmieniać rodziny zastępcze i sierocińce. W końcu postanawia coś zmienić w swoim życiu i decyduję się na podróż, która ma na celu  odnalezienie matki i kontakt z nią.

Według mnie każdy czytający , nawet przez chwilę nie będzie się nudził, ponieważ główny bohater wciąż musi zmierzać z problemami. Odznacza się przy tym odwagą, determinacją i pomysłowością. Jego przygody są zaskakujące, napotyka on na swojej drodze wiele postaci, które posłużą mu zarówno radą, jak i pomocą, ale także takie, przez które jego spotkanie z matką będzie utrudnione. Książka bogata jest w opisy i szczegóły. Występuje w niej także wątek miłosny, przepełniony młodzieńczą niewinnością oraz lekkością. Utwór jest, moim zdaniem, godny polecenia zarówno dla dziewczyn jak i chłopaków. Według mnie uczy ona, że warto walczyć i nie poddawać się . Uświadamia też, jak ważni w naszym życiu są rodzice. Czyta ją się szybko i przyjemnie :)

Joanna Bartosiewicz, klasa ILOL

Ceremonia parzenia herbaty

Chyba każdy z nas miał choć raz w życiu okazję napić się herbaty. W dzisiejszych czasach jest to bardzo popularny napój, który możemy dostać w wielu odmianach, o wielu smakach i zapachach. Obecnie ludzie są zabiegani, a producent dba o konsumenta, więc wystarczy wsypać odpowiednią ilość herbaty do kubka lub wrzucić torebeczkę z herbatą do kubka i zalać ją wrzątkiem. Po około 5 minutach mamy napar gotowy do wypicia. Jednak dla Japończyków jest to  profanacja.

Japonia, była drugim krajem , do którego przywędrowała herbata (jej uprawa rozpoczęła się najpierw w Chinach). Narodziła się tam cała ceremonia parzenia herbaty, która wiązała się z ówczesną ascetyczną filozofią i estetyką buddyzmu zen i która jest kultywowana do dziś. Jej japońska nazwa, to Cha-no-yu, czyli Droga Herbaty. Jest to sztuka, która odznacza się umiłowaniem piękna. Okakura Kakuzō, autor monografii Księga herbaty, określa tę ceremonię jako kult oparty na adoracji piękna istniejącego pośród przyziemnych realiów codziennej egzystencji.

Anegdota opowiada, że, mistrz Rikyū, zapytany kiedyś o istotę drogi herbaty, odpowiedział:
Latem stworzyć wrażenie rześkiego chłodu, a zimą – rozgrzewającego ciepła, węgla wziąć tyle, by zawrzała woda, herbaty zaś tyle, by zrobić dobrą herbatę. I to jest cała tajemnica.
Kiedy jego rozmówca rozczarowany rzekł, że to wszystkim jest wiadomo, mistrz odrzekł, że zostanie uczniem tego, któremu się uda tak herbatę podać.

Ceremonia herbaciana narodziła się w epoce Muromachi. Osobami, które miały największy udział w jej powstaniu byli: panujący w owych czasach shogun Ashikaga Yoshimitsu, oraz niedoszły mnich buddyjski Murata Mokichi (zwany później Murata Shukō). Ashikaga Yoshimitsu był znawcą sztuki i kolekcjonerem chińskich przedmiotów. W jego kolekcji znajdowały się imbryki, czarki, pudełeczka. Często pokazywał je swoim gościom. Takim prezentacjom towarzyszył konkurs rozpoznawania herbaty podanej w naczyniach z kolekcji. Z kolei Murata był uczniem klasztoru buddyjskiego, z którego został jednak usunięty za lenistwo. Udał się do innego klasztoru, jednak i tam mu się nie wiodło, gdyż nie mógł opanować senności. Zaczął pijać herbatę. Coraz częściej zapraszał na herbatę przyjaciół, a samo podawanie napoju z czasem przerodziło się w ceremonię. Kiedy usłyszał o tym shogun, sprowadził Muratę na dwór i w ten sposób ceremonia zaczęła się rozwijać i rozpowszechniać.

Tradycyjna ceremonia herbaciana odbywa się w pawilonie herbacianym, znajdującym się w ogrodzie. Miejsce i atmosfera mają dawać wrażenie iluzji i symbolizują oderwanie się od świata zewnętrznego i codziennych spraw.
Przybywających gospodarz wita ukłonem przy furtce. Goście wchodzą do ogrodu i zaczynają spacerować, podziwiając rośliny i kamienne kompozycje. Wszyscy spotykają się przy ogrodowej ławeczce, po to, aby wybrać „pierwszego gościa” (shōkyaku). Jest to ta osoba spośród zaproszonych, która cieszy się największym szacunkiem i jest obeznana z etykietą chakai. Jej rolą będzie zadbanie wraz z gospodarzem o atmosferę spotkania oraz służenie przykładem. Goście przed przejściem do pawilonu na dłuższą chwilę zatrzymują się przy źródełku, gdzie każdy uczestnik chanoyu za pomocą drewnianego czerpaka nabiera wody i myje nią ręce oraz płucze usta. Czynność ta musi być pełna skupienia, wszyscy w symboliczny sposób oczyszczają ciało i ducha.

Do pawilonu wchodzi się przez nieduży otwór, zwany nijiri-guchi. Ma on wymiary 80 x 70 cm, więc każdy wchodzący musi kucnąć i niemal się wczołgać do środka. Wejście to symbolizuje równość. W dawnych czasach samuraj musiał zostawić na zewnątrz swoją broń, aby ukazać swoją równość z chłopem, czy innym uczestnikiem ceremonii.

Po wejściu do pawilonu goście zbliżają się do tokonoma – specjalnej wnęki, przeznaczonej do eksponowania przedmiotów. Wisi w niej zwój z wykaligrafowaną sentencją zen, nawiązującą do ceremonii lub pory roku. Goście oglądają zwój i zajmują miejsca (siadają na podłodze) wokół paleniska. Pokój, w którym przebywają (chashitsu) ma wielkość 2–4 tatami i jest urządzony według zasady wabi (ubóstwo, prostota) i sabi (powściągliwość, wygaszone kolory, nieregularność kształtów, prostota). W pomieszczeniu nie znajdziemy mebli i zbędnych przedmiotów, aby nic nie rozpraszało uwagi uczestników.

Kiedy wchodzi gospodarz, gość honorowy dziękuje mu za zaproszenie i za przygotowanie ceremonii. Potem rozpoczyna się rozmowa na temat czarek do herbaty i wiszącego we wnęce zwoju. Poruszane są tylko tematy związane z ceremonią, gdyż wszelkie inne, zwłaszcza związanych z pracą i polityką, uważane są za nietaktowne. Goście częstowani są lekkim posiłkiem, na który składają się ryż, zupa, ryba i warzywa. Do posiłku może być podana sake.

Po tej przekąsce goście wychodzą do ogrodu, natomiast gospodarz przygotowuje się do podania herbaty. Kiedy goście wracają, wystrój tokonoma jest już inny. Widnieje tam na przykład pojedynczy kwiat w prostym wazonie. Uczestnicy ceremonii oglądają go, po czym znów zasiadają wokół paleniska.

Gospodarz zagotowuje wodę na herbatę w naczyniu zwanym cha-gama, przeciera miseczki i bambusową łyżeczką wsypuje sproszkowaną herbatę (3 łyżeczki na osobę). Potem zalewa herbatę wodą i roztrzepuje ją specjalnym bambusowym przyrządem, przypominającym z wyglądu pędzel do golenia. Kiedy herbata jest dobrze wymieszana, gospodarz podaje ją gościom. Tę gęstą herbatę (koicha), wszyscy piją z jednego naczynia. Potem zaś, każdemu w osobnej czarce, podawana jest herbata usucha. W trakcie picia można siorbać, gdyż w Japonii nie jest to uważane za przejaw złych manier.

Na koniec ceremonii gość honorowy ponownie dziękuje gospodarzowi za przygotowanie ceremonii.

Ceremonia herbaciana jest czymś niesamowitym. Jej specyficzną cechą jest to, że każda jest inna. Na cały podniosły nastrój tego wydarzenia składają się piękno ogrodu, przedmioty umieszczone w tokonoma, pora roku, rozmowa oraz cały nastrój, stwarzany przez uczestników. Zarówno goście jak i gospodarz starają się wykonywać wszystkie czynności z gracją i lekkością. Każdy ruch jest starannie dopracowany, zaś rozmowa jest płynna, lekka i spontaniczna, jednak wyważona.

 

„Picie herbaty stało się źródłem kultu czystości, wyrafinowania, czynnością uświęconą,

w czasie której gospodarz i gość tworzą z tego, co doczesne, najwyższe piękno”

                                                                                                                                              Okakura Kakuzo.

 

Natalia Salwin, klasa ILOL