Romantyczna  noc  filmowa

     Kino nie zna tematu bardziej nośnego i popularnego niż miłość. Pokazano ją już na wszelkie możliwe sposoby, ale to nie ma znaczenia, bo wciąż nie mamy dość. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że filmowcy mają coraz to trudniejsze zadanie, by o miłości powiedzieć jakoś inaczej, oryginalniej, ciekawiej. Coraz trudniej nas poruszyć.  Nie wiecie, jaki film wybrać na walentynki? Postaram się wam przedstawić kilka filmów  romantycznych, które udało mi się znaleźć i mam nadzieję, że poniższa lista filmów będzie w stanie sprawić, że razem z najbliższymi osobami będziecie cieszyć się udanym seansem.

Bonnie i Clyde (Bonnie and Clyde, 1967)

Podobno legenda tego film zaczęła się pocałunku. Mało romantycznego i interesownego: Warren Beaty podobno złożył go na stopie producenta Jacka Wagnera, żeby wyciągnąć monstrualny, jak na tamte czasy ,budżet wysokości dwóch milionów. Kino kocha takie historie i takich bohaterów: żyjących szybko, kochających namiętnie i umierających młodo. Podobnych filmów mamy w naszym zestawieniu kilka. Ale takich, które wpisano do rankingów z najlepszymi filmami gangsterskimi, umieszczano wśród „25 najbardziej niebezpiecznych filmów w historii” albo oskarżano gloryfikowanie przemocy – zapewne nie istnieje wiele, a wówczas nie istniał nawet jeden. „Bonnie i Clyde” może poszczycić się sceną miłosną, która w końcu lat sześćdziesiątych należała do najbardziej szokujących. Sam romantyzm fabuły to zresztą główny problem filmu Artura Penna, który krytykowano za bronienie okrucieństwa wielką nieskończoną miłością między dwójką bohaterów z mocno buntowniczym podejściem do świata. Dziś ten film zyskał na romantyzmie, głównie dlatego, że jego brutalność straciła na sile rażenia. Ale zbrodniczy kochankowie tkwią w tej samej pozycji legend, co ponad czterdzieści lat temu.

Tacy byliśmy (The Way We Were, 1973)

Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy Robert Redford byłby w stanie zadurzyć się w Barbrze Streisand – powinien koniecznie obejrzeć dzieło Sydneya Pollacka. W końcu na taśmie celuloidowej wszystko jest możliwe! Przystojny Robert wcielił się w obdarzonego nieprzeciętnym talentem literackim Hubbella Gardinera, który – choć nie bez kłopotów – zakochuje się w długonosej Barbrze, a raczej granej przez nią komunistycznej aktywistce żydowskiego pochodzenia, Katie Morosky. Dzieli ich wszystko – pochodzenie i środowisko, w którym się wychowali, poglądy na otaczający ich świat, nawet temperament, a jednak ich serca przyciągają się jak magnes. Nie akceptując do końca swoich przekonań, potrafią być wobec siebie lojalni i wspierać się w chwilach zwątpienia. Ale tylko do czasu. Zakończenie tej historii mimo wszystko do szczęśliwych nie należy. Pomijając wątek romantyczny, „Tacy byliśmy” to również wielka panorama dziejów Stanów Zjednoczonych na przestrzeni ponad dwóch dekad – począwszy od pierwszej połowy lat 30., po wojnę w Korei i rozpętane przez senatora Josepha McCarthy’ego „polowanie na (komunistyczne) czarownice”. Na przykładzie głównych bohaterów filmu przedstawiono ścierające się ze sobą (w przenośni i dosłownie) dwie wizje Ameryki. Wywodzący się z „dobrego domu” Gardiner to typowy przedstawiciel „złotej młodzieży”, wychowany w duchu patriotycznym, bez głębszej refleksji gotowy wypełniać niemal każde polecenie władz, słowem – przykładny obywatel. Katie jest jego całkowitym przeciwieństwem – jak na komunistkę przystało, aktywnie angażuje się w akcje pacyfistyczne, nie pomijając żadnej okazji, w której można poddać krytyce działania rządu. Ogień i woda! A na dokładkę piękna tytułowa piosenka w wykonaniu pani Streisand, nagrodzona – wraz z muzyką – Oscarem.

 

Romeo i Julia (Romeo and Juliet, 1996)

Baz Luhrmann lubi bawić się kinem i nie inaczej jest w przypadku jego pierwszego prawdziwego hitu. Ekranizacja nieśmiertelnej sztuki Williama Szekspira łączy uniwersalność najsłynniejszej w kulturze tragedii miłosnej z nowoczesną oprawą filmową. Bohaterowie deklamują tekst szekspirowskiego dzieła, ale popowa oprawa muzyczna, swobodny współczesny styl i teledyskowy montaż sprawia, że nie czuć czasu jaki upłynął od napisania oryginalnej sztuki. Wszystko jest świeże, agresywne i dynamiczne, a Romeo i Julia mają twarze nastoletnich idoli – Leonarda DiCaprio i Claire Danes. Niezależnie jednak od przyjętej formy, „Romeo i Julia” to romans wszech czasów, którego istota nie ulega zmianie od setek lat i cały czas angażuje tak jak kiedyś. Wielkie, niewinne uczucie skonfrontowane z okrucieństwem i głupotą odwiecznego konfliktu między dwoma rodzinami ma wielką siłę oddziaływania na odbiorcę, a tragiczny finał historii oparty na nieszczęśliwym nieporozumieniu dodatkowo czyni z „Romea i Julii” opowieść skrajnie romantyczną.

 

Pamiętnik (Notebook, 2004)

Ekranizacja klasyka ostentacyjnie romantycznej prozy, Nicholasa Sparksa, trafiła w dobre aktorskie ręce: dwa przepiękne duety czyli Ryan Gosling i Rachel McAdams oraz James Garner i Gena Rowlands czynią z przedstawionej historii prawdziwy wyciskacz łez. Dwa przeplatające się wątki wzbogacają się nawzajem, przydając całości charakteru, głębi i uczucia. Najbardziej w „Pamiętniku” urzeka bezwarunkowe przywiązanie bohaterów i ich gotowość do poświęceń. Nick Cassavetees opowiada w sposób uroczo staroświecki o miłości niezwyciężonej, opartej na wzajemnym zrozumieniu, przyjaźni i lojalności – wnioski te nasuwa wątek bohaterów zamieszkałych w domu spokojnej starości, podczas gdy opowieść czytana z tytułowego pamiętnika to już bardziej klasyczna historia miłosna z przeszkodami, niezwykle wiarygodnie odzwierciedlona przez Goslinga i McAdams. Połączenie obu wątków daje pełniejszy obraz miłości, jako uczucia skomplikowanego i złożonego z mnogości innych odczuć i emocji, która jednak nie zdarza się w swej najpełniejszej postaci każdego dnia.

Aleksandra Turek IILZA