Język w dobie komputerów według książki Michała Rusinka „Pypcie na języku”


Niewątpliwie wraz z rozwojem technologii słownictwo ubożeje. Media podążają za rozwojem sytuacji, dopasowując formę językową do czytelników. Wchodząc na jakikolwiek portal plotkarski, zauważamy, że teraz częstą modne jest stosowanie w nagłówkach artykułów niedokończonych zdań, zakończonych najczęściej wielokropkiem. Na przykład: „Miała już dość. Zaczęła stosować….”. Ma to celu rozbudzić wyobraźnię odbiorcy oraz zachęcić go do kliknięcia w link. Gdy już to zrobimy, zdajemy sobie sprawę, że odpowiedzi na zadane pytanie najczęściej nie ma albo jest tak banalna, że sami jesteśmy w stanie na nią odpowiedzieć. Właśnie w taki sposób portale plotkarskie zarabiają na swoje utrzymanie.

Jeszcze do niedawna podstawowymi formami komunikacji na odległość były telefon stacjonarny, telegram czy najzwyczajniejszy list. Już kilkanaście dobrych lat temu tradycyjny telegram został wyparty przez SMS-y. Powód jest prosty. Podczas gdy telegram docierał do odbiorcy w ciągu godziny, SMS w ciągu kilku sekund. Następnie pojawiły się słynne komunikatory, które dzięki łączności z Internetem umożliwiły szybką komunikację na skalę globalną. Popularnym zjawiskiem wśród młodzieży jest zanik używania mimiki, mowy ciała czy gestu na rzecz emotikonek. Często obserwuję się, że młodzi ludzie mają duże problemy w bezpośredniej komunikacji i o wiele łatwiej jest im coś napisać niż powiedzieć.

Warto też zwrócić uwagę, że z powodu rozwoju technologii rozleniwiamy się w pisaniu. Pisząc do kogoś wiadomość, nasza klawiatura sama podpowiada nam, co chcemy napisać, ale również poprawia automatycznie błędy. Problem tkwi w tym, że nasz telefon nie zawsze działa bezbłędnie. Powiedźmy w sytuacji kiedy mamy ustawiony docelowy język klawiatury, ale nagle musimy napisać coś w innym języku. Piszemy wszystkim dobrze znane słowo „thanks”, a w wysłanej wiadomości możemy ujrzeć takie wyrazy jak „tkanka” czy „trąbka”. Autokorekta również często zmienia słowa, aby bardziej pasowały do kontekstu albo po prostu myśli, że napisaliśmy coś niepoprawnie, bo swoim słowniku nie zawiera wszystkich neologizmów.

Jak już jest powszechnie wiadome – czytanie ma na nas ogromny wpływ. Nasz mózg szybko przyswaja nowe wyrazy, poszerzając tym nasze słownictwo. Gorzej gdy większość czytanych przez nas tekstów nie zawsze zachowuje odpowiedni poziom. Z początkiem każdemu roku nachodzi nas potrzeba zmiany. Z tego powodu decydujemy się na postanowienia noworoczne. Układając naszą listę często zastanawiamy się w jaki sposób możemy efektywnie przestrzegać danych zobowiązań, aby nie zrezygnować z nich po krótkim czasie. Wtedy zaglądamy do Internetu i w mig naszym oczom ukazuje się odpowiedź, choć nie jest zawsze taka jakiej oczekiwaliśmy. Są to często rzeczy bardzo oczywiste. W przypadku gdy mamy problemy z długami pewien portal podpowiada: „Nie zapożyczaj się”. Sami byśmy na to nie wpadli, prawda? Michał Rusinek często zwraca uwagę na błędy składniowe, spowodowane najprawdopodobniej pisaniem artykułów w niebywałym pośpiechu. Niestety zdania uproszczone utrwalają się w naszej pamięci, co skutkuje ubogim słownictwem.

Anna Jastrzębska, klasa ILOE