Przecież stamtąd nikt żywy nie wychodzi…

Historia to dla mnie i dla mojej rodziny bardzo ważny temat. Jest on poruszany, przy każdym  spotkaniu rodzinnym. Dbamy o to, aby nigdy nie zapomnieć o naszych rodzinnych bohaterach.

Gdy byłam młodsza, a moi pradziadkowie jeszcze żyli, niestety osobiście nigdy nie rozmawiałam z nimi o tym , jak wyglądała wojna i z czym musieli zmagać się na co dzień, gdy walczyli o niezależność naszego kraju. Na szczęście mój dziadek i ciocia zadbali o to, aby historia nie została zapomniana i często rozmawiali z naszymi bohaterami o ich zmaganiach wojennych, a następnie przekazali wszystkie informację mnie  i innym członkom rodziny. Dzisiaj opowiem wam kilka przykładów bohaterstwa mojej prababci, z której jestem bardzo dumna.

 

Janina Kalinowska-moja prababcia (pseudonim Kaprys) brała czynny udział w walce z władzami niemieckimi. Należała do Armii Krajowej. Wraz z Czesławą Wielgolewską moja babcia robiła plany siedziby władz niemieckich znajdujących się w miejscowości Płusy, które były później przekazywane dla wywiadu angielskiego. Obydwie musiały wykazać się ogromną odwagą, bo za takie działania mogły zostać natychmiast aresztowane. Były również sanitariuszkami.

Pewnego dnia Niemcy przyjechali, aby zabrać babcię. Kazali jej wziąć ze sobą szpadel i wywieźli ją do lasu. W tym czasie, kiedy dowiedzieli się o tym mieszkańcy Lutobroku zebrali się, aby odmówić za nią różaniec, ponieważ byli pewni, że już nie wróci i nigdy jej nie zobaczą. Spotkało ją jednak ogromne szczęście, ponieważ jeden z Niemców, który prowadził ją na egzekucję, postanowił się nad nią zlitować i kazał jej uciekać. Babcia jednak bała się, że podczas ucieczki zostanie zastrzelona, dlatego stała w miejscu. Po chwili Niemiec krzyknął :”Raus” i strzelił trzy razy w górę. Babcia zrozumiała, że daje jej szansę na ucieczkę i wtedy szybko odbiegła.

Niestety to nie był koniec aresztowań babci. Kolejnym razem została ponownie zatrzymana i wywieziona do Wyszkowa (z małym dzieckiem).Po przesłuchaniach, przed przewiezieniem do Ostrowi hitlerowiec wyrwał jej dziecko z rąk i rzucił pod płot. Na szczęście mieszkańcy Wyszkowa zaopiekowali się dzieckiem i odwieźli je siostrze babci -Marii Bielawskiej, natomiast babcię zabrano do Ostrowi, do aresztu. Przebywała ona w celi tortur, gdzie widziała na ścianach między innymi krew, jak również wydrapane nazwiska. Przebywała tam kilkanaście dni. Cudem udało się jej stamtąd wydostać (prawdopodobnie udawała osobę z zaburzeniami psychicznymi po stracie dziecka i z tego powodu została uznana za niepotrzebną i wypuszczono ją do domu). Udała się do najstarszego brata, który był dyrektorem szkoły w Ostrowi. Gdy do niego dotarła i powiedziała, gdzie  była on z niedowierzaniem odpowiedział :”Janka, jakim cudem Ty stamtąd wyszłaś? Przecież stamtąd nikt żywy nie wychodzi”. Po jej powrocie do Lutobroku i rodzinnego domu członkowie z AK pytali jej się czy nikogo nie wsypała, bo obawiali się, że będą musieli zacząć się ukrywać. Oczywiście babcia nie zdradziła żadnego nazwiska. Miała ogromne szczęście, że po raz drugi mogła wrócić do domu i dalej wychowywać swoje dzieci, a później opiekować się wnukami i prawnukami.

 

Opowiadając wam te historie jestem dumna z mojej babci. Bardzo chciałabym z nią teraz porozmawiać, pogratulować jej odwagi i podziękować za jej działania podczas wojny. Niestety, dzisiaj mogę jedynie opowiadać jej historie i innych osób, które tak jak ona walczyły o wolną Polskę. Was również zachęcam do zainteresowania się historią swoich przodków. Nie możemy zapomnieć o nich, ponieważ to w wyniku ich ciężkiej pracy , dziś dumnie możemy powiedzieć, że mieszkamy w Polsce -kraju całkowicie niezależnym.

 

Aleksandra Zawadzka, klasa III LOI