Droga Litwy do niepodległości (1988-1991)

Związek Sowiecki – imponującej wielkości mocarstwo, rozciągające się na ponad dwadzieścia dwa miliony kilometrów kwadratowych, od spokojnych, nieruszanych od lat, niewzruszonych nigdy krwawymi wojnami jezior i lasów litewskich i białoruskich, aż po bezlitosne, bezkresne obszary nicości pokrytej dodatkowo śnieżną bielą Syberii, w zasadzie mało brakowało mu do bycia wielkim obozem koncentracyjnym, gdzie łatwiej było zostać astronautą i podbijać kosmiczne przestworza, niż wsiąść w samochód i pojechać do innej sowieckiej republiki chociażby i pięć minut drogi od swojego własnego domu. Tenże właśnie Związek, którego granica wpływów dzieliła cały kontynent europejski na ,,Zachód’’ i ,,Wschód’’, twardo stawał na swoim, tłumiąc gdzieniegdzie jakiekolwiek próby bycia usłyszanym przez zwykłych, szarych towarzyszy. Czy to było takie ważne, skąd pochodzili, z jakiej republiki, jakimi byli ludźmi? W oczach komunistów byli nikim, może poza zdrajcami narodu, spuścizny wielkiego Lenina i Stalina. Internować, wtrącić do więzienia, niekiedy stracić, powtórz. Piętnaście republik w potrzasku. Do czasu, kiedy gdzieś znad Bałtyku poczuto nietypowy, nieznany dotychczas lekki – ale pewny! – zapach wolności.

Dzisiaj Litwa nie ma w zasadzie większego znaczenia na arenie międzynarodowej, ale na ten krótki moment prawie czterdzieści lat temu – też podczas Jesieni Ludów – zajmowała jedną z najwyższych pozycji w grze o wolność, niepodległość, honor, o wszystko – po raz pierwszy od wieków. Wszystkie oczy świata zwrócone były na nią – jak na ziemię nadziei, jak na wybawcę bloku wschodniego z komunistycznych szponów, mającej już dość wiecznego naznaczenia symbolami sierpa i młota i ideologii, która absolutnie się z nimi nie wiązała, która nigdy nie miała mieć miejsca u nich w kraju. Litwini odzyskali to, co swoje, w tak iście spektakularny sposób, że zapisała się w historii jako kraj, który zapoczątkował upadek państwa z pozoru niezniszczalnego, niepokonanego, nieprzezwyciężonego.

Ludzie od zawsze czuli potrzebę mówienia, tworzenia własnych  myśli, przekonań, bez potrzeby ograniczania się nie z samowoli, ale z obawy przed utratą życia z rąk Sowietów. Naturalnie, cenzura będzie utrudniała tenże proces, większość osób się przyporządkuje, ale zawsze, zawsze znajdzie się ktoś, kto w imię swoje, kraju, ludu stanie twarzą w twarz z terrorem totalitarnym i otwarcie powie nie. A tym człowiekiem – drugim patriarchą narodu litewskiego zaraz po za czasów zaborów żyjącym Jonasie Basanavičiusie – został Vytautas Landsbergis, muzykolog, polityk, profesor muzyki, człowiek, który wiedział, co to znaczy wojna, co to znaczy niewola – rocznik 1932! Landsbergis został przywódcą masowego ruchu demokratycznego, powstałego w czerwcu 1988 roku – Sąjūdis (z litewskiego ruch). Sąjūdis zaczął od drukowania nielegalnego miesięcznika Atgimimas – nazwa ta znaczy odrodzenie po litewsku. W szczytowych momentach nakład wynosił 100 000 tysięcy, a jak na liczącą w tamtych czasach trzy miliony mieszkańców Litewską Socjalistyczną Republikę Sowiecką – liczba ta była wręcz astronomiczną. Sam Landsbergis upodobał sobie i nawet wręcz uwielbiał brać udział w wiecach niepodległościowych, gdzie wraz z tysiącami zgromadzonych śpiewał hymn Litwy funkcjonujący przed sowieckim reżimem, wymachując trójkolorową flagą – trispalvė – żółty, zielony, czerwony, geltona, žalia, raudona.

23 sierpnia 1989 roku, w pięćdziesiątą rocznicę paktu Ribbentrop-Mołotow, mieszkańcy Litwy, Łotwy i Estonii złączyli ręce na znak pokoju i stanęli na drodze od Wilna, przez Rygę do Tallina, tworząc imponujący łańcuch ludzki o długości około 600 kilometrów. W akcję włączyło się ponad dwa miliony ludzi, a wydarzenie, choć Sowieci desperacko próbowali stłumić i wyciszyć krzyk wolności – nie udaje im się to. Samą połowę łańcucha stanowili Litwini. Landsbergis, podczas celebracji dwudziestej rocznicy łańcucha bałtyckiego, skomentował: Najlepszy plakat, jaki widziałem podczas łańcucha, to plakat z jednym słowem ,,dość’’.

To jesienią 1989 roku wschodni blok zaczął budzić się na dobre. Mimo, że jesienią nic nie rozkwita w Europie, na ten jeden rok wydarzył się wyjątek – rozkwitła ludzka wola, pragnienie życia po swojemu bez cenzury, bez kłamstw, bez wszechmogących partii. W listopadzie 1989 roku żelazna kurtyna dzieląca Europę na dwa różne światy, całkowicie spontanicznie rozpadła się w Berlinie. Ludzie wchodzą na mur, odłamują kawałek po kawałku, krzyczą, nieopisywalne emocje, triumf, powiew zwycięstwa nad totalitaryzmem. Niemcy stają się jednością. Zwyciężyli.

Między Sąjūdisem a Komunistyczną Partią Litwy napięcie wzrasta do poziomu, kiedy I sekretarz tejże partii, Algirdas Brazauskas, poddaje się do dymisji, tłumacząc się później, że trzy procent KPL to komuniści, a pozostałe dziewięćdziesiąt siedem to normalni ludzie. Brazauskas identyfikował się z tymi pozostałymi dziewięćdziesięcioma siedmioma procentami, zajmował stanowisko bufora między Kremlinem a Sąjūdisem. Brazauskas sam nigdy nie inicjował niepodległościowych działań, jednak nie poddawał się pod moskiewskim butem, nie dawał się zdeptać i zaprzestać działań związku. Gorbaczow nie miał wyjścia, jak tylko zrozumieć , że Litwa pomału, jednak zdecydowanie wymyka się z jego rąk. Ostatniego miesiąca 1989 roku KPL proklamowała odłączenie się od Komunistycznej Partii ZSRR.

Gorbaczow coraz bardziej kompromituje się przed Litwinami, w styczniu 1990 roku przyjeżdża na Litwę, błagając lokalnych komunistów o powrót do partii, zależy mu na tym, on tego nie puści, wstyd i hańba, jeżeli Litwa jakkolwiek raczy ogłosić niepodległość, nikt ich nie uzna! Wybory 24 lutego 1990 roku, po raz pierwszy kandydują osoby z partii niekomunistycznych. Sąjūdis nie decyduje się na zostanie partią polityczną – zwalczyłoby to ich pierwotny cel, nie chcą mieszać się w politykę. Popierają jednak zza zaplecza bezpartyjnych lub ludzi, którzy podzielają cel uczynienia Litwy wolną. Sąjūdis nawet nie figurował w statystykach, sondażach, niczym. Nie ma ich w spisach, informacjach. Ale to podczas tamtych wyborów odnieśli ciche, nieoficjalne zwycięstwo poprzez oficjalnych, faktycznych zwycięzców wyborów ostatniej szansy.

Jedenastego marca 1990 roku o godzinie 22:44 nowo wybrany litewski parlament wydał akt ogłoszenia niepodległości – pierwsza sowiecka republika, która to zrobiła. 124 członków zatwierdziło akt, sześciu wstrzymało się od głosu, nikt nie był przeciw. Kremlin odpowiedział blokadą ekonomiczną. Mieli rację – nikt nowopowstałej Republiki Litewskiej nie uznał. Inne kraje przyglądały się walce między Litwinami a Sowietami z boku. Wszystko w Kremlinie obracało się wokół ,,problemu’’ Litwy, temat numer jeden, cała ich energia poszła w tamtą stronę, nie interesowały ich już inne republiki, poświęcili czternaście kosztem jednej: próba stworzenia pro-moskiewskich ruchów, demonstracje w Moskwie. Gorbaczow w maju 1990 roku podczas demonstracji pierwszomajowych opuścił Mauzoleum Lenina, przygnieciony słowami demonstrantów domagających się wolności dla Litwy.

10 stycznia 1991 roku Gorbaczow wreszcie daje Wilnu ultimatum: zaakceptujcie nasze rządy na Litwie, lub użyjemy środków przymusu. Landsbergis odmawia. Dzień później Sowieci szturmują Dom Prasy, niespodziewanie, bezczelnie pchają się w stronę instytucji mediów, usiłując odebrać wolność słowa, jedną z pierwszych rzeczy, jakie Litwa zdobyła parę lat wcześniej. Tysiące osób zgromadziło się przed parlamentem, okazałą wileńską Wieżą Telewizyjną, ze świeczkami i niosącymi się echem po Wilnie litewskimi pieśniami.

W nocy z 12 na 13 stycznia 1991 roku rozegrało się piekło na ziemi. Wszyscy stojący blisko budynku parlamentu do dzisiaj pamiętają zapach koktajli Mołotowa, mrożące krew w żyłach krzyki i przejmujący, styczniowy wiatr i zimno. I oni tam stoją, stoją i śpiewają, nieuzbrojeni, zwykli cywile przeciwko całej armii sowieckiej. Głównym celem dla Sowietów jest parlament, ale oni tam nie pójdą, bo tam jest za dużo mięsa (słowa jednego z sowieckich oficerów). To ,,mięso’’ zostało przy wieży i parlamencie jeszcze przez wiele dni. Gorbaczow wiedział, że jeżeli pozwoli na pełnoskalowy atak na parlament, straci reputację, a ofiar będzie znacznie więcej, nawet w tysiącach. Około 1:30 w nocy Sowieci otwierają ogień. Setki osób odnoszą obrażenia. Ginie czternaście osób, pod budynkiem parlamentu i Wieży łącznie, w tym młodziutka Loreta Asanavičiūtė, dwudziestotrzyletnia krawcowa, jedyna kobieta. Straciła życie pod gąsienicą sowieckiego czołgu. Loreta stała się jednym z symboli zapłaty Litwy krwią za niepodległość. Wilno rozpoczyna transmisję, trwała aż do momentu, gdy sowieckie wojsko wtargnęło do środka i wyłączyło nadajnik. Wileńska telewizja zamilkła. O 2:30 małe studio telewizyjnie w Kownie przenosi transmisję dantejskich scen w Wilnie do siebie, z nadzieją, że dotrą nie tylko do reszty kraju, ale też i do sąsiednich. Rano sowieckie siły wycofują się.

13 stycznia na Litwie nazywany jest Dniem Obrońców Wolności – Laisvės gynėjų diena.

11 lutego 1991 roku Islandia stała się pierwszym państwem, które uznało niepodległość Litwy. Reszta świata uznała ją dopiero po upadku Związku Sowieckiego. 31 sierpnia 1993 roku ostatnie sowieckie wojska opuściły kraj, kończąc okres okupacji po pięćdziesięciu latach. Tak to właśnie na krótki moment małym krajem Bałtów żył cały świat.

Lena Buźniak , klasa 4LL