Cykl „Opowieści z końca świata” to zbiór opowiadań skupiających się na scenariuszu o upadku cywilizacji z powodu niekończącej się zimy oraz na różnych perspektywach ludzi adaptujących się do nowej rzeczywistości. Poniżej znajduje się drugie opowiadanie z tego cyklu pod tytułem „Rozmowa na wycince”
Minęło kilka tygodni od zakończenia ewakuacji. Temperatura była tak niska, że paliwo w silnikach zamarzało podczas jazdy. Jednym z miejsc, gdzie cykl życia pozostał w większości nienaruszony, było małe miasto położone w Tatrach Zachodnich, w Dolinie Kościeliskiej, pod nazwą Kolonii dwudziestej drugiej.
10 sierpnia, wyrąb niedaleko kolonii. Przy drodze siedzi dwóch mężczyzn, jedzących zupę w przerwie od pracy.
– A jak ty w ogóle zebrałeś tyle pieniędzy, aby zaklepać sobie miejsce tutaj? – zapytał młodszy.
– Praca rządowa, przełożony mi wypustkę załatwił – odpowiedział mu drugi, znacznie starszy.
Obydwaj wrócili do spożywania czegoś, co można byłoby najwyżej nazwać zagęszczoną mąką, sokiem z ziemniaków. Po chwili pierwszy znowu się odezwał.
– Wiesz, wydaje mi się to absurdalne, że jesteśmy jedyną kolonią bez kopalni węgla.
Starzec poczekał, aż jeden z pracowników ciągnących sanie ze świerkowymi belami odejdzie na bezpieczny dystans.
– Ty się lepiej ciesz, że nie jesteś w Lubelskiem, słyszałem że tam temperatury sięgają -40°C w ciepły dzień – odpowiedział po chwili, na co jego kolega tylko mruknął.
W oddali zabrzmiał gwizdek, oznaczało to godziną 13, koniec przerwy obiadowej oraz kolejne sześć godzin pracy. Młodszy odstawił swój pusty metalowy kubełek na ziemię.
– Co powiesz na to abyśmy się spotkali dzisiaj w tym nowym barze niedaleko sztolni?
– Czemu nie? Chętnie spróbuje te wymiociny, które nazywają alkoholem – odpowiedział starszy pakując resztki obiadu z powrotem do plecaka.
– Może nie jest aż tak źle, poza tym jak ci nie posmakuje, to chętnie wypiję twoją rację – powiedział żartobliwie.
Po spakowaniu się mężczyźni się pożegnali. Starszy położył plecak na saniach i pociągnął je w stronę niedawno ściętych drzew. Po nałożeniu jednej z bal na sanie obrócił je i zaczął iść z nimi z powrotem w stronę miasta. W drodze towarzyszył mu widok zaśnieżonych szczytów górskich i ciemnego dymu pojawiającego się w jednej z dolin, ciągniętego przez wiatr aż po horyzont.
Sebastian Grabowski, klasa 3 TP
