Wywiad z Panem Arturem Szydlikiem, nauczycielem przedmiotów artystycznych i filozofii w ZS3

Wywiad został przeprowadzony  6 listopada 2025 przez uczniów klasy III TPAleksandra Kurzaja (AK), Wiktora Czubkowskiego (WC) oraz Macieja Rudzińskiego (MR) z klasy 3 LL.

 

Maciej RudzińskiW imieniu redakcji szkolnej gazetki „Echo Trójki” i całej społeczności szkolnej  ZS3 chcielibyśmy bardzo pogratulować Panu wyjątkowego wyróżnienia, jest pan bowiem  laureatem nagrody Marszałka Województwa Mazowieckiego za wybitne osiągnięcia artystyczne dla lokalnej społeczności. Co znaczy dla Pana ta nagroda?

Artur Szydlik: Jestem bardzo zadowolony. Można powiedzieć, że jest to nagroda bardzo ważna jeżeli chodzi o samo województwo, gdyż według ujęcia kapituły jest ona przyznawana osobom, które aktywnie działają na rzecz województwa. W każdej edycji jest nagradzanych 10 osób i ja wśród nich się znalazłem w 26 edycji.  Tę nagrodę otrzymywali  zawsze ludzie wybitni,  we wcześniejszych edycjach  byli to chociażby ksiądz poeta Jan Twardowski, aktor Wojciech Siemion ,  Emil Kamiński, pisarz Józef Hen. W tej edycji dostał ją również  aktor Olgierd Łukaszewicz. Być w takim gronie  to dla mnie zaszczyt.


MR: Jakie były powody przyznania tej nagrody?

AS: Otóż zgłosiła mnie do tej nagrody  Rada Powiatu Ostrów Mazowiecka, gdyż mieszkam właśnie w powiecie ostrowskim. Wcześniej przez tę radę byłem nagrodzony, właśnie nagrodą starosty Powiatu Ostrów Mazowiecka za, jak tu napisano, wybitne osiągnięcia artystyczne. Jestem rzeźbiarzem. Wytworzyłem w swojej rodzinnej Osuchowej kilka pomników. Tworzyłem m.in. płaskorzeźby  albo ,inaczej mówiąc,  reliefy do drzwi kościoła pod wezwaniem świętych Piotra i Pawła w Osuchowej. Ogólnie na swoim koncie mam wykonanych ponad 2000 prac plastycznych, ponad 2000 rzeźb i asamblaży, czy też innych ujęć, które kształtują przestrzeń.


MR:  Co tak naprawdę sprawia, że ma Pan potrzebę tworzenia rzeźb? Skąd czerpie Pan  wenę twórczą?

AS: To jest dosyć trudne pytanie, bo czy mi się chce? Nie, ja jestem człowiekiem leniwym i mi się tak naprawdę nie chce pracować. W ogóle sama praca nad rzeźbą to jest często duża mordęga, bym tak to nazwał. To albo spawanie, gdzie człowiek parzy się. To na przykład snycerstwo, gdzie trzeba ciężko pracować dłutem. Jak znowu się kłuje w kamieniu, to pył leci. Przecież to zwykła, po prostu można powiedzieć, fizyczna praca. Niemniej jednak mam jakąś wewnętrzną potrzebę tworzenia i chyba ta potrzeba powoduje, że jakieś prace w ogóle są ukończone. Poza tym, jeżeli widzi się  jakiś efekt swojej pracy, to właśnie ta ciężka praca do tego efektu dąży. To wtedy ten efekt powoduje,  że jednak to lenistwo  gdzieś tam ucieka, ustępuje i jednak trzeba pracować. Zawsze cieszy mnie efekt. Samo pracowanie może mniej, aczkolwiek jak wpadnie się w jakiś rytm pracy, to również i samo działanie też po jakimś czasie sprawia i przyjemność  i nawet czasem  żal kończyć.  W czasie pracy  nad ostatnią płaskorzeźbą do drzwi kościoła w Osuchowej , a praca nad całością trwała około roku,  było mi  żal, że już ten etap gdzieś odchodzi w niepamięć.  Akt  twórczy jednak jest  fajny.  No bo tak naprawdę  pracoholizm jest chyba, jak sama nazwa wskazuje, czymś negatywnym. Sądzę, że pracoholikiem nie jestem, natomiast pracować lubię. No i  „bez pracy nie ma kołaczy”. I pracować trzeba, niejako się przełamać, zmusić. A skoro jeszcze pewne techniki rzeźbiarskie potrafię, znam się na nich, niektórzy nawet twierdzą, że jestem w nich specjalistą, a nawet mistrzem,  to jest zobowiązanie, że trzeba z tego korzystać.


MR: Czyli czuje Pan dumę ze swoich  osiągnięć?

AS: Jest mi na pewno bardzo miło, bo spotykam się z odbiorem naprawdę pozytywnym. Przecież to, że robicie ze mną wywiad, też jest to dla mnie sympatyczne i miłe,  czuję się wyróżniony. Wiadomo, że każdy  człowiek  lubi być chwalony. Jeżeli jest akceptacja społeczeństwa,  to powstaje  takie poczucie, że praca została pozytywnie zrobiona, że jest efekt  moich założeń. No i to chyba powoduje,  że czuję się dumny. To bardzo dobrze. Cieszę się tym.


MR: Czy chciałby Pan  jeszcze pochwalić  się jakimiś dziełami, z których jest  Pan  najbardziej zadowolony?

AS: To jest bardzo trudne pytanie, ponieważ  każdą pracę  można traktować jak swoje dziecko, a wiadomo, że dzieci się kocha.  Z tym, że oczywiście może być dziecko bardziej udane i mniej udane. Różnie to bywa.  Wiele prac lubię. Niektóre nawet cenię, bo inni je cenią. Natomiast wiele jest prac takich, których nie chciałbym zrealizować, ale które po prostu musiałem zrobić. Czyli na przykład te prace, które dotyczyły jakiejś martyrologii, ale wolałbym, żeby tych wojen nie było, żeby nie robić na ten temat pracy.

Te prace, które dotykają jakiegoś cierpienia i takiej niepozytywnej sytuacji, kondycji ludzkiej. Tego bym nie chciał robić, a musiałem . Więc tych prac nie lubię, może ze względu na temat, ale temat zawsze lubię przeżyć i odpowiednio potem przenieść na okoliczność plastyczną. Sztuka musi mieć niejako swój język, swoją tożsamość. Musi do rzeczywistości nawiązywać, ale jednak mówić tym aspektem własnym, jak już powiedziałem, tożsamości, symbolu jakiegoś ujęcia pozytywnego. Z tych ulubionych  to  chyba już  wymieniane drzwi do kościoła. To może być też pomnik Powstańców Styczniowych w Osuchowej, a także w Osuchowej pomnik Kurpia Białego. Lubię także swoje asamblaże, zrobiłem ich naprawdę  dużo. Asamblaż jest to rzeźba albo kompozycja przestrzenna wykonana z przedmiotów codziennego użytku,  często w nowej kompozycji te przedmioty zmieniają swoje dotychczasowe znaczenie . Z asamblaży się też bardzo cieszę, bo zabawy przy ich tworzeniu    sprawiają mi  przyjemność.


AK: No to teraz  przenieśmy się w czasie. Skąd wziął się pomysł  na rzeźbiarstwo?

AS:  Wydaje mi się, że  w języku rzeźby łatwiej jest mi  porozumieć z odbiorcą, czyli, innym słowem, na tych technikach rzeźbiarskich się dosyć dobrze znam. Dlatego właśnie wybrałem rzeźbę, a poza tym lubię przestrzeń, no bo rzeźba przecież kreuje przestrzeń albo ją w jakimś tam sensie stwarza, komponuje tę przestrzeń.  Oczywiście rysunek jest  podstawą  dla  każdej dziedziny sztuk plastycznych, więc rysunkiem muszę się także posługiwać. Malować coś od czasu do czasu umiem, natomiast oczywiście wiem, że w malarstwie jest  wielu innych, lepszych ode mnie.  W rzeźbie jest również wielu  ludzi lepszych, genialnych.  Rzeźba jest jednak  takim moim najmocniejszym zainteresowaniem. Efekty, które osiągam, nie są najgorsze . Natomiast  interesuję się każdą dziedziną sztuk plastycznych.  Muszę mieć także wiedzę teoretyczną. Odwiedzam galerie, muzea.  To jest moje życie. Sztuka ogólnie mnie napędza.


AK: A kiedy zorientował się Pan,  że ma smykałkę go rzeźby i uzdolnienia artystyczne?

AS:  Trudno  podać przykład…  Zacząłem rzeźbić w wieku dwunastu lat.  Wtedy   powiedziałem, że na pewno będę rzeźbiarzem i że będę bardzo dobrym rzeźbiarzem. No to jestem rzeźbiarzem, nie wiem czy bardzo dobrym.  Nagroda Marszałka Województwa Mazowieckiego może dowodzić , że być może jestem  nawet dobry. Ale powiem szczerze, że pewnie bym nie rzeźbił, gdybym się nie urodził w takiej rodzinie, w jakiej się urodziłem. Mój ojciec był  amatorskim rzeźbiarzem ludowym.  Przyglądając się  jak ojciec rzeźbi, pomagając mu często przy jego pracy, uznałem, że być może i sam spróbuję. Spróbowałem. Udało się. No i tak  jest do dzisiaj.  Po szkole  podstawowej zdałem do szkoły Rzemiosł Artystycznych w Warszawie, gdzie uczyłem się metaloplastyki. Po ukończeniu  szkoły średniej  zacząłem pracować jako nauczyciel właśnie na wydziale metaloplastyki i  na wydziale rzeźby. Rozwinąłem więc  drugi  nurt mojej działalności, czyli pracę pedagogiczną.  Do dzisiaj z tej umiejętności korzystam, jestem przecież  nauczycielem w ZS3.


MR: Co Pan sądzi o innych artystach? Inspiruje się Pan kimś?

AS:  W historii sztuki  wszystko było, ale  niczego nie buduje się  od nowa. Wiadomo, że trzeba spojrzeć na to, co dokonały pokolenia przed nami. Oczywiście jest wielu takich artystów,  których wręcz uwielbiam albo którzy są  autorytetami w dziedzinach, które prezentują. Natomiast też widzę, że  powstaje sztuka, którą bym nazwał sztuką byle jaką, to ze względu nie tylko na sposób wykonania, czyli na technikę, ale także na tematy podjęte, albo też zawarte treści w tych dziełach.

Ale jeżeli chodzi o tych artystów, których uwielbiam, to może na przykład  polskiej sztuki to wymieniłbym na pewno Magdalenę Abakanowicz, Władysława Hasiora, Antoniego Kenara, profesora Adama Myjaka. Z zagranicznych kiedyś na pewno taką mocną inspiracją dla mnie był  Pablo Picasso. Człowiek tak naprawdę nie funkcjonuje sam, tylko zawsze musi mieć jakieś oparcie. Tak,  mam oczywiście wielu przyjaciół artystów  wybitnych, takich jak  Miłosława Skoszek-Śliwińska. To jest artystka, która wykonała  dwa pomniki w Ostrowi Mazowieckiej, na przykład księżnę Annę Mazowiecką czy też papieża Jana Pawła II ,  jest autorką nagrobka trenera tysiąclecia, czyli Kazimierza Górskiego. Z jej ojcem także się przyjaźniłem, to wybitny rzeźbiarz Zdzisław Skoczek. W Wyszkowie pan Zdzisław Skoczek wykonał dwa  pomniki Norwida. Jeden jest w Parku Miejskim, a drugi obok liceum imienia Norwida. Współpracuję także na przykład z Domem Kultury w  Łochowie,  tam też artystów spotykam. No i mam wielu przyjaciół. W Wyszkowie za kilka miesięcy będzie  wystawa mojego nauczyciela, dzisiaj przyjaciela Arkadiusza Michalika –  grafika, malarza  i  ciekawego człowieka.


MR : Skąd bierze Pan  inspirację do tworzenia dzieł? 

AS: Powstawanie rzeźby jest często procesem długotrwałym, muszę  tematy ,pomysły selekcjonować i wybierać to, co jest najbardziej istotne. Jak już mówiłem, przenieść to na okoliczność plastyczną. Ale inspiracją jest przede wszystkim otaczająca rzeczywistość. Już nawet to, że my tutaj w tej chwili rozmawiamy, może wytworzyć tak zwany  „moment chwili”. Niektórzy nazywają to natchnieniem, czyli właśnie taką inspiracją.  Pokazując pewne prace artysta  się  niejako odsłania. I odsłaniając się, czy też wybierając temat, my sami pokazujemy, czym się interesujemy, jacy jesteśmy, co stanowi o naszej osobowości, o naszej potędze, albo też o bylejakości. Więc ta rzeczywistość zastana.


MR:  Jest Pan zadowolony z obranej drogi twórczej, nie żałuje  Pan?

AS: No powiem szczerze, że nie umiałbym czegoś innego tworzyć.

Czuję się na pewno człowiekiem spełnionym i cieszę się, że  los mnie poprowadził właśnie w tym kierunku, w jakim teraz się znajduję. Bardzo mnie to szczerze cieszy.


 

AK,WC, MR : Dziękujemy za miłą i szczerą rozmowę.