p. wicedyr. Elwirą Sawicz-Bakułą, nauczycielką języka polskiego i filozofii (od 2000 roku)
p. wicedyr. Krzysztofem Ostrowskim, nauczycielem wychowania fizycznego (od 1992 roku)
p. Robertem Szulęckim, nauczycielem historii, historii i teraźniejszości i BHP (od 1999 roku)
p. Agatą Zawadzką, nauczycielką języka polskiego i wiedzy o kulturze (od 1997 roku )
W związku z zakończeniem cyklu artykułów ,,Kochanowski wczoraj i dziś” na łamach szkolnej gazetki, chciałbym zaprosić was, drodzy uczniowie, do ostatniego odcinka podróży po dziejach szkoły. Przed wami wywiad przeprowadzony z wieloletnimi nauczycielami, którzy wpłynęli na społeczność i historię Zespołu Szkół Nr 3.
Wywiad chciałbym rozpocząć od pytań do pani Elwiry Sawicz-Bakuły, która podzieli się z nami doświadczeniami dotyczącymi m.in.: obchodów Dni Patrona w naszej szkole.
Kamil Piechociński, klasa IV LEB: Czy jest jakaś lekcja lub klasa, która szczególnie utkwiła pani w pamięci?
ES: Najbardziej zapadła mi w pamięć klasa technikum informatycznego, która rozpoczęła naukę w naszej szkole w roku szkolnym 2013/2014. Zapamiętałam tę klasę szczególnie, bo atmosfera w niej była jak żywa, porywająca opowieść, która od pierwszej chwili zajmuje uwagę, taka, w której wydarzenia potrafią nagle zmienić kierunek, a bohaterowie zaskakują nie tylko siebie nawzajem, ale i tego, kto im się przygląda. Ten rytm ciągłych zmian sprawiał, że trudno było pozostać obojętnym, wszystko żyło, atmosfera była jak cichy nurt, który nieustannie coś ze sobą niesie i domaga się uwagi. W tę pełną życia fabułę naturalnie wpisali się uczniowie klasy TI (30 chłopców i duet dziewcząt). To oni stali się pierwszoplanowymi bohaterami tej szkolnej historii — takimi, którzy zostają w pamięci na długo, bo wnoszą w nią coś prawdziwego i własnego. Jedni przynosili lekkość i humor, inni wprowadzali spokój, jeszcze inni dodawali energii, która potrafiła odmienić całą lekcje. Byli wyjątkowi: błyskotliwi, inteligentni, wyczuleni na językowe niuanse i subtelne żarty. Dzięki temu uczniowie stworzyli wielobarwną, różnorodną grupę — miejsce, w którym różne potrzeby i wrażliwości mogły współistnieć obok siebie, a odmienne spojrzenia spotykały się z naturalną otwartością. To właśnie ta harmonia różnic sprawiła, że ci uczniowie tak mocno zapisali się w mojej pamięci, ponieważ mieli swoje charakterystyczne cechy, tak jak wcześniej wspomniałam, które nadawały klasie niepowtarzalny styl. To właśnie ta różnorodność uczniów sprawiała, że lekcje były żywe i nieprzewidywalne, a historie wpisane w życie tej części społeczności szkolnej mogłyby stać się inspiracją do napisania szkolnego wypracowania.
KP: Co Pani najbardziej lubi w obchodach dni Patrona w naszej szkole ?
ES: W obchodach Dnia Patrona najbardziej lubię to, że cała społeczność szkolna na chwilę zatrzymuje się i wspólnie wraca do wartości, które reprezentował nasz patron Jan Kochanowski. To święto ma w sobie coś wyjątkowego — łączy tradycję, historię i współczesność, a jednocześnie pozwala nam spojrzeć na szkołę z innej perspektywy niż na co dzień. Najbardziej cenię jednak to, że obchody Dnia Patrona przypominają nam o wartościach, które warto pielęgnować: szacunku, odpowiedzialności, odwadze czy pracowitości. To moment, w którym szkoła staje się nie tylko miejscem nauki, ale także przestrzenią refleksji nad tym, kim jesteśmy i do czego dążymy. Wracając myślami do obchodów Dnia Patrona, widzę barwną sobótkową opowieść, w której tradycja, sztuka, społeczność splatają się w jedną całość. Tego dnia szkoła zmieniała się w miejsce pełne ruchu, śpiewu i twórczej energii, jakbyśmy wszyscy przenieśli się do świata dawnych obrzędów i sielankowych opisów. Najbardziej zapadł mi w pamięć barwny pochód nad rzekę. Szliśmy ulicami miasta w długim korowodzie, ubrani w stroje stylizowane na dawne, jasne, lekkie, ozdobione kwiatami i wstążkami. Dziewczęta niosły wianki – wszystko tworzyło obraz jak z kart „Pieśni świętojańskiej o Sobótce”, gdzie człowiek i natura współistnieją w harmonii. Szczególnym momentem było rzucanie wianków na wodę. Ten gest, choć symboliczny, miał w sobie coś niezwykle uroczystego. Wpatrywaliśmy się w płynące razem z nurtem rzeki kwiatowe kręgi, jakby niosły ze sobą życzenia, myśli i wspomnienia. Rzeka stawała się wtedy nie tylko elementem krajobrazu, lecz także świadkiem naszego szkolnego święta. W tym dniu wyjątkowym punktem programu stało się wspólne wykonywanie pieśni. Ich lekkość, melodyjność i sielankowy charakter idealnie wpisywały się w atmosferę święta. Śpiewając, czuliśmy się jak bohaterowie dawnych utworów — blisko natury, blisko siebie, blisko tradycji. Nieodłączną częścią obchodów było również prezentowanie fraszek. Uczniowie tworzyli własne, inspirowane stylem Jana Kochanowskiego — krótkie, celne, często żartobliwe utwory, które pokazywały, jak żywa i aktualna potrafi być dawna literatura. Te fraszki dodawały wydarzeniu lekkości i humoru, a jednocześnie pozwalały autorom poczuć się, choć przez chwilę, jak poeci z epoki renesansu. Zmiana ubioru, wspólne wyjście w plener i obrzędowy charakter całego wydarzenia sprawiały, że Dzień Patrona nabierał wyjątkowego, niemal magicznego wymiaru. To było prawdziwe przeżycie. Szczególną rangę miał i ma, bo ta część obchodów Dnia Patrona, stała się już tradycją, Konkurs Krasomówczy inspirowany twórczością J. Kochanowskiego. Uczestnicy prezentowali swoje przemowy z prawdziwą pasją, dbając o piękno języka, rytm wypowiedzi i siłę argumentów. Było w tym coś niezwykle uroczystego — jakbyśmy przenieśli się do czasów, gdy słowo mówione miało moc jednoczenia ludzi. Całość dopełniały konkursy plastyczne, w których uczniowie przedstawiali sceny z życia Jana Kochanowskiego, motywy z fraszek, pieśni i trenów, a także własne interpretacje sobótkowych obrzędów. Kolorowe prace tworzyły prawdziwą galerię sztuki, wprowadzając wszystkich w nastrój święta. Dzięki tym wszystkim elementom — pochodowi, śpiewowi, fraszkom, konkursom i twórczej atmosferze — Dzień Patrona stawał się czymś więcej niż szkolną uroczystością. Był spotkaniem z tradycją, sztuką i historią, a jednocześnie chwilą, która na długo pozostaje w pamięci.
KP: Dziękuję bardzo, a teraz chciałbym skierować pytania do dwóch panów, czyli p. Krzysztofa Ostrowskiego oraz p. Roberta Szulęckiego, którzy otrzymali jedno wspólne pytanie oraz jedno indywidualne.
KP: Jaki jest panów wspólny ulubiony moment pracy w tej szkole?
KO: W okresie, gdy szkoła nie dysponowała jeszcze salą gimnastyczną, zajęcia wychowania fizycznego odbywały się w prowizorycznej, niewymiarowej sali. Spośród dyscyplin sportowych jedynie tenis stołowy mógł być realizowany w pełnym zakresie. Wspólnie z kolegą Robertem spędzaliśmy czas po zajęciach, doskonaląc umiejętności gry. Aktywność ta sprzyjała poprawie kondycji fizycznej, pozytywnie wpływała na samopoczucie oraz wzmacniała relacje koleżeńskie. Stanowiła również skuteczną formę relaksu i redukcji stresu po obowiązkach dnia codziennego.
KP: Teraz pytanie do pana Ostrowskiego, co pan uważa za swój największy sukces
w pracy wicedyrektora oraz nauczyciela WF ?
KO: Największym osiągnięciem w mojej pracy zawodowej na stanowisku nauczyciela wychowania fizycznego było utworzenie szkolnej drużyny siatkarskiej chłopców. W 2012 roku drużyna została zgłoszona do warszawskiej Szkolnej Ligi Siatkówki. Początkowo uczestniczyliśmy w rozgrywkach II ligi, natomiast już po roku uzyskaliśmy awans do I ligi, w której rywalizowaliśmy do czasu wybuchu pandemii. W tym okresie drużyna wielokrotnie zajmowała miejsca na podium. Moja praca została uhonorowana nagrodą Trenera Roku, a zawodnicy byli wielokrotnie wyróżniani tytułem MVP zawodów.
W pracy na stanowisku wicedyrektora szczególną wagę przywiązuję do systematycznego doposażania szkoły w nowoczesny sprzęt komputerowy oraz nadzoru nad prawidłowym funkcjonowaniem bazy dydaktycznej.
KP: Dziękuję. Teraz chciałbym zwrócić się do pana Roberta Szulęckiego z pytaniem, jakie lekcje i jakiego przedmiotu sprawiają Panu największą przyjemność?
RS: Największą satysfakcję przynoszą mi te lekcje, podczas których uczniowie przestają być jedynie odbiorcami wiedzy, a zaczynają aktywnie uczestniczyć w jej tworzeniu. Szczególnie cenię momenty, kiedy na zajęciach pojawia się autentyczna ciekawość i żywa dyskusja – wtedy widzę, że nauczanie ma realny sens.
W przypadku historii największą radość dają mi lekcje problemowe i interpretacyjne. Kiedy uczniowie analizują źródła, porównują różne punkty widzenia czy próbują oceniać decyzje postaci historycznych, zaczynają rozumieć, że historia nie jest czarno-biała. Dużą satysfakcję sprawiają mi również zajęcia, podczas których uczniowie dostrzegają związki między przeszłością a teraźniejszością na przykład, kiedy sami zauważają, że pewne mechanizmy polityczne czy społeczne powtarzają się w różnych epokach. W takich chwilach historia przestaje być dla nich jedynie przedmiotem szkolnym, a staje się narzędziem do interpretowania współczesnego świata.
KP: Dziękuję za podzielenie się wspomnieniami oraz informacjami dotyczącymi państwa przedmiotów.
KP: Na sam koniec, zapraszam p. Agatę Zawadzką redaktor naczelną szkolnej gazetki „Echo Trójki”. Czy zechciałaby Pani, jako wieloletni opiekun szkolnej gazetki, podzielić się przemyśleniami na temat pracy redakcyjnej? Co Pani uznaje w tej dodatkowej aktywności za swój osobisty sukces?
ZA: Ponad 20 lat temu startowaliśmy z zespołem reakcyjnym od papierowych wydań „Echa Trójki” , jeszcze we współpracy ze śp. Magdaleną Królikowską .Wydanie tradycyjne wiązało się z mnóstwem dodatkowych i czasowo angażujących czynności np. kserowaniem materiałów. Cyfrowa postać w nowej odsłonie na stronie internetowej ZS3 (echotrojki.zs3-wyszkow.pl) pojawiła się po raz pierwszy w 2007 roku. Dużo zawdzięczam informatykom: p. Adamowi Przybyszowi, p. Adamowi Zającowi , p. Karolowi Łapińskiemu, bo od ich pomysłowości i poczucia estetyki zależał i nadal zależy ostateczny efekt naszej wspólnej pracy. Opieka nad zespołem redakcyjnym przez 15 lat była naturalnym dopełnieniem przedmiotu wiedza o kulturze – mojej prawdziwej pasji. Uważam za przywilej, że mogę obcować z młodzieżą zdolną, zaangażowaną, krytycznie myślącą, czasem niepokorną. Regularne spotkania redakcyjne to często forum wymiany myśli , osobiste rozmowy, a także miejsce rodzenia się przyjaźni. Na łamach gazetki uczniowie zawsze mogli rozwijać talenty literackie, teatralne, dziennikarskie, podróżnicze,muzyczne, historyczne, kulinarne i wiele innych .Warto wspomnieć, że na samym początku funkcjonowania „Echa Trójki” chętnie dzielili się przemyśleniami również nauczyciele, w obecnych zwariowanych czasach nie mają już chyba tyle odwagi, a może wolnego czasu. W mojej pamięci na pewno pozostanie cykl artykułów nauczyciela języka angielskiego pana Kamila Gurbały, który przybliżał uczniom swoją wiedzę na temat muzyki alernatywnej .Dziś mogłoby się wydawać ,że gazetka szkolna to jakiś relikt przeszłości , zniknęła przecież bezpowrotnie prasa drukowana. Wierzę, że niezależnie od rozwoju sztucznej inteligencji , dominacji kultury wizualnej , znajdować się będą uczniowie czerpiący przyjemność z autentycznego pisania i obcowania z pięknem języka . Zdaję sobie sprawę z wyjątkowości tego zjawiska! Z wieloma wspópracownikami gazetki , którzy już są dorosłymi ludźmi, nadal utrzymuję kontakt, co z pewnością można nazwać sukcesem i wielką osobistą satysfakcją. Na koniec chciałabym podziękować tobie Kamilu, tegoroczny maturzysto i pasjonacie historii , za wyjątkowe zangażowanie w dokumentowanie przeszłości ZS3 na łamach gazetki . Zostawiasz po sobie wpaniałą pamiątkę dla następnych pokoleń uczniów i nauczycieli!
Kamil Piechociński , klasa IVLB : Dziękuję bardzo wszystkim państwu jeszcze raz za wywiad.
Na zakończenie chciałbym dodać, że praca na rzecz gazetki szkolnej dała mi dużo satysfakcji i utwierdziła w przekonaniu, że studia historyczne będą dla mnie idealnym wyborem w dalszej edukacji po maturze . Analizowanie kronik szkolnych było ciekawym doświadczeniem życiowym. Chciałbym podziękować wszystkim nauczycielom, którzy wsparli mnie w tworzeniu cyklu ,,Kochanowski wczoraj i dziś”. Mam nadzieję, że ktoś w przyszłości zechce kontynuować moją pracę.

