Tuż, tuż wakacje!

Zapraszam do lektury majowo – czerwcowego numeru gazetki szkolnej „Echo Trójki”. W nowym wydaniu dopasowaliśmy się do fantastycznej słonecznej pogody , proponujemy trzecią część opowieści Karoliny Kownackiej o egzotycznej Sri Lance. W tę letnią porę Ola Uścian –Szaciłowska i Ola Piątek zachęcają do zainteresowania się dietą wegetariańską. Mamy też tematy poważniejsze : Ola Zawadzka z wielkim zaangażowaniem pisze w obronie kultury ludowej, Ania Jastrzębska zastanawia się nad zmianą języka w dobie komputerów zainspirowana felietonem Michała Rusinka z książki „Pypcie na języku”. Z wielka przyjemnością witamy w gronie redakcyjnym Karolinę Karpińską, która zaprosi nas do świata własnej poezji.

W imieniu redakcji „Echa Trójki”

Agata Zawadzka

Język w dobie komputerów według książki Michała Rusinka „Pypcie na języku”


Niewątpliwie wraz z rozwojem technologii słownictwo ubożeje. Media podążają za rozwojem sytuacji, dopasowując formę językową do czytelników. Wchodząc na jakikolwiek portal plotkarski, zauważamy, że teraz częstą modne jest stosowanie w nagłówkach artykułów niedokończonych zdań, zakończonych najczęściej wielokropkiem. Na przykład: „Miała już dość. Zaczęła stosować….”. Ma to celu rozbudzić wyobraźnię odbiorcy oraz zachęcić go do kliknięcia w link. Gdy już to zrobimy, zdajemy sobie sprawę, że odpowiedzi na zadane pytanie najczęściej nie ma albo jest tak banalna, że sami jesteśmy w stanie na nią odpowiedzieć. Właśnie w taki sposób portale plotkarskie zarabiają na swoje utrzymanie.

Jeszcze do niedawna podstawowymi formami komunikacji na odległość były telefon stacjonarny, telegram czy najzwyczajniejszy list. Już kilkanaście dobrych lat temu tradycyjny telegram został wyparty przez SMS-y. Powód jest prosty. Podczas gdy telegram docierał do odbiorcy w ciągu godziny, SMS w ciągu kilku sekund. Następnie pojawiły się słynne komunikatory, które dzięki łączności z Internetem umożliwiły szybką komunikację na skalę globalną. Popularnym zjawiskiem wśród młodzieży jest zanik używania mimiki, mowy ciała czy gestu na rzecz emotikonek. Często obserwuję się, że młodzi ludzie mają duże problemy w bezpośredniej komunikacji i o wiele łatwiej jest im coś napisać niż powiedzieć.

Warto też zwrócić uwagę, że z powodu rozwoju technologii rozleniwiamy się w pisaniu. Pisząc do kogoś wiadomość, nasza klawiatura sama podpowiada nam, co chcemy napisać, ale również poprawia automatycznie błędy. Problem tkwi w tym, że nasz telefon nie zawsze działa bezbłędnie. Powiedźmy w sytuacji kiedy mamy ustawiony docelowy język klawiatury, ale nagle musimy napisać coś w innym języku. Piszemy wszystkim dobrze znane słowo „thanks”, a w wysłanej wiadomości możemy ujrzeć takie wyrazy jak „tkanka” czy „trąbka”. Autokorekta również często zmienia słowa, aby bardziej pasowały do kontekstu albo po prostu myśli, że napisaliśmy coś niepoprawnie, bo swoim słowniku nie zawiera wszystkich neologizmów.

Jak już jest powszechnie wiadome – czytanie ma na nas ogromny wpływ. Nasz mózg szybko przyswaja nowe wyrazy, poszerzając tym nasze słownictwo. Gorzej gdy większość czytanych przez nas tekstów nie zawsze zachowuje odpowiedni poziom. Z początkiem każdemu roku nachodzi nas potrzeba zmiany. Z tego powodu decydujemy się na postanowienia noworoczne. Układając naszą listę często zastanawiamy się w jaki sposób możemy efektywnie przestrzegać danych zobowiązań, aby nie zrezygnować z nich po krótkim czasie. Wtedy zaglądamy do Internetu i w mig naszym oczom ukazuje się odpowiedź, choć nie jest zawsze taka jakiej oczekiwaliśmy. Są to często rzeczy bardzo oczywiste. W przypadku gdy mamy problemy z długami pewien portal podpowiada: „Nie zapożyczaj się”. Sami byśmy na to nie wpadli, prawda? Michał Rusinek często zwraca uwagę na błędy składniowe, spowodowane najprawdopodobniej pisaniem artykułów w niebywałym pośpiechu. Niestety zdania uproszczone utrwalają się w naszej pamięci, co skutkuje ubogim słownictwem.

Anna Jastrzębska, klasa ILOE

 

A może dieta wegetariańska?

Z roku na rok coraz więcej osób decyduje się przejść na wegetarianizm, nie tylko ze względów zdrowotnych, ale także humanitarnych. W momencie, gdy zdasz sobie sprawę, jak wielkim przemysłem jest zabijanie zwierząt, trudno będzie spojrzeć na kotleta schabowego w przychylny sposób. Jako ludzie nie mamy prawa decydować o życiu innych żyjących istot, niezależnie od tego, jak “humanitarnie” staramy się to robić. Nie ma czegoś takiego jak humanitarne zabijanie.

1. Jak zacząć ?

Zrezygnuj najpierw z jednego rodzaju mięsa, np. kurczaka. Jak już przyzwyczaisz się do jego braku w diecie, pójdź krok dalej i odstaw np. wieprzowinę. Następnie porzuć wołowinę, jajka, mleko i tak dalej – w kolejności jaką sobie sam wybierzesz. Ważne, aby nie zastępować sobie jednego mięsa drugim. Np. jeśli w pierwszym tygodniu odstawiamy kurczaka, to nie jemy teraz wieprzowiny w jego miejsce, tylko zastępujemy tego kurczaka daniem wegetariańskim. Inaczej przyznasz, nie miałoby to większego sensu,

Ograniczamy spożycie mięsa do jednego posiłku dziennie. W kolejnym tygodniu jeden posiłek mięsny , co drugi dzień. W następnym tygodniu, posiłek mięsny dwa razy w tygodniu. W kolejnym tygodniu posiłek mięsny tylko raz w tygodniu. I napiszę tutaj, że wiele osób decyduje się pozostać właśnie w tym punkcie. Wiele osób nie chce całkowicie rezygnować z mięsa i raz w tygodniu urządzać sobie mięsną ucztę. Uważam, że jest to dużo lepsze, aniżeli nie jedzenie mięsa w ogóle, kiedy cały czas mamy na nie ochotę. Może z czasem całkiem zrezygnujemy, a może nie.

Zapamiętaj, że na początku może być tak, że poczujemy się nawet gorzej, będziemy mieć energii, będzie nam czegoś brakowało… i to jest normalne. Daj sobie czas i bądź cierpliwy. 

2. Zainspiruj się

zazwyczaj odstawiając mięso i produkty zwierzęce, brakuje nam pomysłów, co teraz ugotować? I wcale się nie dziwię, bo i dla mnie na początku było to wyzwaniem. Całe szczęście idea wegetarianizmu rośnie w siłę i staje się coraz bardziej popularna. A my, możemy z tego korzystać ile się da!Pięknie wydane, ilustrowane książki, z wegetariańskimi przepisami znajdziesz praktycznie w każdej księgarni. Blogi, na których nie brakuje pięknych zdjęć i prostych przepisów, dostępne są dla każdego kto ma dostęp do internetu . Internet (koniecznie sprawdź filmy na YouTube) jest wręcz pełen inspirujących i pysznych wege przepisów, które sprawdzą się na śniadanie, obiad jak i kolację. A, i na deser coś się znajdzie! Na początek polecam Ci:

Jadłonomia
Foodpornveganstyle
Vegancorner

Bogactwo smaków i pięknych zdjęć!

 

3.  Zaplanuj posiłki i… zakupy!

Sprawdź co jest Ci potrzebne do ich przyrządzenia. Następnie podziel kartkę na siedem części, i każdą z tych części na kolejne 3 lub 4. Każda część to jeden posiłek.

Teraz przypisz wybrane przez Ciebie przepisy do każdej z tych części. Oczywiście przepisy mogą się powtarzać i jeśli dany przepis bardzo Ci się spodobał, możesz jeść go nawet kilka dni z rzędu.

Kolejny krok to lista zakupów. Sprawdź co jest Ci potrzebne do przyrządzenia wybranych dań. Zrób listę produktów i trzymaj się jej podczas zakupów! Absolutnie nie wkraczaj na dział z mięsami! 

4. Nie rezygnuj, nawet jeśli…

Zdarzy Ci się zjeść steka czy jajecznicę. Pamiętasz zasadę nr 1? No właśnie. Stopniowo, lecz regularnie odstawiaj produkty, których chcesz się pozbyć z diety. 

5. Zapomnij o kaloriach!

Jak to zapomnieć o kaloriach? Mięso jest dość kaloryczne, jeśli teraz przestanę je jeść, to z pewnością będę na minusie! Muszę zatem sprawdzić ile kalorii ma jabłko, ile kalorii ma banan, ile bananów muszę zjeść, żeby dostarczyć sobie… Przestań liczyć kalorie! Wsłuchaj się w siebie. Zjedz tyle, aby nie być głodnym.

Zaufaj swojemu organizmowi, on naprawdę nie potrzebuje tak wiele jak Ci się wydaje. Nigdy nie jedz ponad miarę! Jedz tyle, ile potrzebujesz, aby nie odczuwać głodu. 

6. Uważaj na wegetariańskie potrawy

Nie wszystko co wege, to i zdrowe. Niestety wraz z modą na wegetarianizm powstało bardzo dużo produktów, które oczywiście nie zawierają mięsa czy mleka, ale zawierają za to inne zupełnie niepotrzebne składniki. Napiszę wprost, wiele produktów wege to śmieciowe jedzeniowe, niemające nic wspólnego ze zdrową, wartościową żywnością. Zawierają bardzo często ogromne ilości cukru i rafinowanych olejów.

Dlatego czytaj składy, a najlepiej nie kupuj gotowych dań, tylko przyrządzaj je sam. I taniej, i zdrowiej, i pewniej. 

7. Suplementuj

Niektórzy twierdzą, że witamina B12 znajduje się w niektórych roślinach. Według moich poszukiwań i dociekań (a uwierzcie było ich bardzo dużo), nie znajduje się. Dlatego odstawiając produkty zwierzęce musisz zażywać witaminę B12. To niezwykle ważny element całej układanki, wpływający na każdą komórkę naszego ciała. Dlatego jest tak istotna.

Obecnie zażywam B12, witaminę D3 oraz K2, które polecam nie tylko tym przechodzącym na wegetarianizm czy weganizm.

ZAPAMIĘTAJ: jedz wtedy, kiedy czujesz się głodny. Nie bierz do siebie haseł w stylu: trzeba jeść 5 posiłków dziennie. Mnie czasem zdarzy się zjeść dwa i czuję się w porządku. A innym razem zjem mniejszych sześć. SŁUCHAJ SIEBIE.

Aleksandra Uścian – Szaciłowska, Aleksandra Piątek, klasa II LOT

 

Egzotyczna Sri Lanka – część III

22.01.2018r. 

Dzień dzisiejszy zaczynam od odwiedzenia Królewskich Ogrodów Botanicznych, gdzie chodząc krętymi ścieżkami przyglądam się magnoliom, orchideom, liliom wodnym, cynamonowcom, durianom, drzewom żelaznym. Krążąc po tym zielonym terenie, widzę tez storczyki- różowe, białe, żółte i brązowe znam z Polski, ale fioletowe, pomarańczowe i czerwone, a także te pachnące są dla mnie nowością. 

Po dwóch godzinach całą  grupą przejeżdżamy do Muzeum Kamieni Szlachetnych. Tam widzę, jak wydobywa się kocie i tygrysie oka, ametysty oraz te najbardziej znane- szafiry w przeróżnych odcieniach. Wszystko ładnie, pięknie, dopóki nie dowiaduję się, ile to wszytko kosztuje. Jak usłyszałam, że błękitny szafir( taki jak nosiła księżna Diana) za jednego karata jest wart 600 dolarów amerykańskich, to oczy mi normalnie wypadły. Jeszcze ciekawiej jest, gdy idę z tatą do sklepu, pytając o cenę 15, 15 karatowego szafiru z efektem gwiazdy. Po naszych przeliczeniach wyszło,
że jeden taki „kamyk” to koszt ok. 10000 zł. Tyle pieniędzy to wolałabym wydać na kolejny wyjazd, także dziękuje bardzo, ale nie chce takiej luksusowej biżuterii. No chyba, że ktoś mi zafunduje.
Przygarnę w dobre ręce!

Popołudnie spędzam z rodzicami i siostrą na zakupach i „ zwiedzaniu” lokalnego targu. Oprowadza nas po nim jeden z lokalnych ludzi, z którym zaczęłam rozmawiać, pytając, gdzie mogę dostać jakieś egzotyczne jedzenie. 

– Come with me! I will show you and your family fruits and everything.

Idziemy wiec całą rodziną za naszym nowym przewodnikiem: na początku po środku ulicy, potem prostopadle po niej i dosłownie 5 minut później jesteśmy na targu. 

– This is really good – bez żadnych wstępów, mężczyzna podaje nam pokrojoną marakuję. 

Patrzę po twarzach rodziców i siostry- są zdziwieni taka jak ja, ale „ jak dają to bierz”. Tak robimy i nie żałujemy Smak jest obłędny, nawet nie da się tego porównać do marakui, którą kupujęw Polsce. Po zjedzeniu owocu, ten pan kroi nam następne – kiwi, mangi, jackfruta, drewniane jabłko, sawo- przypomina ziemniaka z wyglądu-, czerymoję i karambolę- zieloną gwiazdkę. 

Kupujemy trochę karamboli i idziemy dalej. Przewodnik pokazuje nam resztę bazaru, cały czas rozmawiają ze mną o dosłownie wszystkim- szkole, jedzeniu, pogodzie… Sympatyczny człowiek. 

Godzinę później żegnamy się z Lankijczykiem i zmierzamy do autokaru, którym wracamy do hotelu.

23.01.2018r.

Wczesna pobudka, wykwaterowanie i w drogę.

Dzień rozpoczynam wizytą na plantacji herbaty „ Blue Fields”. Właśnie tu mogę zobaczyć cały proces przygotowywania jej na sprzedaż. Suszenie, selekcja, rolowanie i pakowanie w torebki. Mało? Krótko? Gwarantuję, że dużo i długo:-)

Po kilkunastu minutach na hali produkcyjnej, idę spróbować wszystkich rodzajów herbaty. Najlepsza jak dla mnie jest zielona oraz gold i silver tips. Tą pierwszą kupuję z mamą w ilościach niemal hurtowych, a obie pozostałe sobie darujemy. 1500 zł za jeden kilogram herbaty…

Kolejnym punktem jest Park Narodowy Równiny Hortona, gdzie wchodzimy na Równinę Hortona. Zanim jednak to, muszę tam dojechać. Przesiadam się z autokaru do 6- osobowego wana i ruszam. Po 20 minutach krajobraz zaczyna się zmieniać. W końcu to 2000 m n. p. m. Widzę las mglisty, który przypomina park jurajski( to za sprawą m. in. dwumetrowych paproci i drzew porośniętych mchem- zdają się mieć tysiące lat). Jeżeli jura- to powinny być gdzieś dinozaury.

– Pewnie przywożą tu turystów dla dzikich zwierząt na obiad- śmieje się jedna z pań, a ja razem z nią.

Niedługo po tym zdaniu, przez drogę w ułamku sekundy przebiega gepard – wielki, piękny gepard. W pierwszej chwili mnie zmroziło, ale zaraz uświadamiam sobie, co się dzieje. Cieszę się jak dziecko razem z pięcioma osobami w wannie( i kierowcą).

– You are lucky. Huge happiness. I have seen this animal only 10 times for 30 years- tłumaczy Lankijczyk.

Teraz to już nie mogę opanować uśmiechu.

WIDZIAŁAM DZIKO ŻYJĄCEGO GEPARDA.

– I never seen cheetah for 50 years. You are lucky! Where are photos?dopytuje Subash, gdy jesteśmy już całą grupą na miejscu, z którego idziemy na „spacerek”.

– Nie ma zdjęcia. On przebiegł, popatrzył na samochód i zniknął- mówi tata.

Subash się uśmiecha.

Kiedy tylko kończymy rozmawiać, idziemy na szlak.

***

Normalnie jestem na planie „Tarzana”, „Księgi Dżungli” albo „Jumanji”. Wszystko dookoła jest takie… filmowe. Dookoła śpiewają ptaki, wiewiórka gigant chrupie orzeszki, małpy przyglądają się turystom, mgła nachodzi na zbocz gór, a krajobraz jest nie z tej ziemi.

24.01.2018r.

Dzwoni telefon. Otwieram oczy. Jest zimno, co nie powinno mnie dziwić, bo jestem w górach, więc jest chłodniej.

– Ciiicho… Przecież śpię – mruczę na wpół przytomna, przekręcając się na bok.

Urządzenie milknie, a ja ponownie zasypiam.

– Drryń dryń!- krzyczy beznadziejny sprzęt.

– Yes?- pytam najsympatyczniejszym głosem na jaki stać mnie o… Chwytam komórkę i widzę szóstą. No właśnie- o szóstej.

– Good morning. It’ s wake- up service. Have a nice day!- wita mnie męski głos.

– Thank you- odkładam słuchawkę i wzdychając, wstaję.

Poproszę 10 punktów za dobrowolne opuszczenie łóżka. Dziękuję( mam nadzieję, że punkty są już na moim koncie).

***

– Weź się przesuń, bo zdjęcie nie wyjdzie – prosi tata, kiedy stoję na punkcie widokowym.

Nic nie mówiąc kiwam twierdząco głową i obracam się do obiektywu.

Uśmiech! Cpyk, cpyk! Gotowe. Fotka na tle Ella Gap zaliczona. Nawiasem mówiąc, widok jest prze- pię- kny. Teraz czas jechać nad wodospad Ravana.

Kilkanaście minut później jestem na miejscu. Po raz kolejny: cpyk, cpyk, cpyk( tym razem z wodą spadającą kaskadami po skałach) i jadę dalej.

Po południu biorę udział w jeep safari- przejażdżce samochodem po terenie Parku Narodowego Yala. Podczas tej atrakcji mam okazje zobaczyć krajobraz sawanny i ten morski, leżący nad Oceanem Indyjskim. Dodatkowo mam szczęście i oprócz bawołów, dzików, pelikanów oraz kormoranów, widzę trzy krokodyle i cztery dziko żyjące słonie( słyszę też jak jedno z tych ogromnych zwierząt- a konkretniej słoniątko- trąbi. Robi wrażenie…). Czymś niesamowitym jest zobaczyć te zwierzęta na wolności. Żyją w Parku Narodowym jak chcą – nie ogranicz ich człowiek.

Pokryta warstwą pomarańczowego pyłu z safari, wracam do rzeczywistości.

25.01.2018r.

Ostatni dzień zwiedzania Cejlonu rozpoczynam pobudką o 5: 30, śniadaniem i napływem weny, co oczywiście przekłada się na kilkugodzinne pisanie w autokarze, podczas jazdy po drogach gorszych od naszych polskich. Dzisiejsza trasa jest długa- wszyscy uczestnicy wycieczki są rozwożeni do hoteli, w których spędzą dwa dni na odpoczynku. Zanim jednak to nastąpi, jedziemy w miejsce, gdzie lankijscy rybacy łowią ryby, siedząc na palach wystających z dna oceanu. O tych mężczyznach opowiadała nam Ewa. Jak sama stwierdziła, w tej chwili są oni atrakcją turystyczną. I niestety, ale tak jest. Rybacy wychodzą „łowić”, kiedy podjeżdżamy naszym lankijskim autokarem, a następnie każdy płaci za możliwość zrobienia zdjęć. Szkoda. Naprawdę miałam nadzieję, że całe to poławianie ryb jest rzeczywiste.

Szybko wsiadam „na pokład” autokaru i powoli, powoli zaczynam odczuwać, że nadchodzi koniec pobytu na Sri Lance. Ewa żegna się z całą grupą, Subash śpiewa razem z grupą „Malu malu”( tłum. pol. „Ryba ryba”), każdy zasuwa wypełnione po brzegi plecaki. Te kilka dni minęło mi tak szybko, że nie odróżniałam dni tygodnia.

Przed ostatnim „Aayu- bowan”( czyt. „Aju boan”) odwiedzam Fort w Galle- urokliwe, zadbane miasteczko, gdzie widać rozwijającą się i żyjąca swoim życiem sztukę. Mijam koło sześciu galerii rzeźby i obrazu, podczas 30- minutowego spacerku. Po godzinie spędzonej w Galle, nastał czas, gdy każdy każdemu życzy spokojnych, słonecznych dwóch dni w hotelu.

Jak będę wspominać Sri Lankę? Na pewno bardzo, BARDZO pozytywnie i to nie tylko za względu na spróbowane jedzenie, zwiedzone zabytki czy zaskakującą naturę.Poznani ludzie, rozmowy z Lankijczykami, Ewą, Subashem i każdym z grupy, a także noce spędzone na pisaniu tego, co jest teraz w Twoich rękach i przed Twoimi oczami, zostaną w mojej pamięci tak samo długo, a może nawet dłużej, jak to, co było zawarte w programie wycieczki „Łza z policzka Indii”.

 

Karolina Kownacka, klasa II LOT

Historia pewnej latte i Spowiedź

Witam. Mam na imię Karolina i chodzę do klasy 1LOL. Pisaniem wierszy zainteresowałam się niecałe trzy lata temu, czyli w drugiej klasie gimnazjum. Właśnie wtedy przerzuciłam się z pisania opowiadań na poezję. A dlaczego? Dzięki poezji w bardziej wyrafinowany sposób można wyrazić swoje emocje, przedstawić więcej przy mniejszej ilości słów czy zwrotów lub po prostu zabawić się słowem, rymami, rytmiką. Pisanie wierszy zwiększa wrażliwość na świat i pokazuje go z kompletnie innej, twórczej, ale jednocześnie codziennej strony. Poezja, zwłaszcza tworzona samodzielnie, pozwala się uspokoić, oddalić od siebie wszystkie negatywne emocje i wrócić do stanu spokoju i harmonii, a także ukazać nasze emocje w danym momencie, chwili, która jest ważna. Ubieramy w słowa coś, co na co dzień pozostaje bezpostaciowe, a dzięki nam zyskuje nową, inną, lepszą wartość. Zapraszam do mojego poetyckiego świata.

 

Historia pewnej latte

 

Zimny deszcz obija fale twego głosu,

Drżę i milcząc obserwuję krople

Deszczu, stukające w okna ramę

Białą, jakby duszy mej zwierciadło.

Obserwuję twoje ruchy kilka minut

I mimikę twojej twarzy rozpoznać próbuję,

O czym mówisz, o czym z nią rozmawiasz?

Co w tym sercu tkwi i piszczy gdy ją widzisz?

Silne drgania mną targają na twój widok,

Spuszczam głowę, nos do kubka wciskam

Pełnego kawy, czarnej i parzącej przełyk,

Gorzkiej jako cierpki smak rozpaczy.

Już za chwilę zamkną cichą kawiarenkę,

Już ucicha nudny jazz w głośniku,

Już ostatni klient płaci i wychodzi,

Już nie widzę twojej twarzy tuż za szybą.

Jeden łyk mnie dzieli od zamknięcia,

Jedno ciche koniec szepnięte pod nosem,

Kawy jednak coraz więcej się pojawia,

Wręcz przeciwnie co do myśli w mojej głowie.

Wszyscy goście opuścili już kawiarnię,

Już szefowa szklane drzwi na klucz zamyka,

Ten ostatni, najzgorzknialszy łyk mej kawy,

Został jeden, sam, na dnie, jak dziewczyna.

Ściany szepczą do mnie niskim, szorstkim głosem.

Spowiedź

Powiedz mi po cichu, szepnij mi do ucha

Jak mogę się dostać w głąb twojego ducha

Jak mogę ci pomóc, dostać się do duszy

Powiedz, może jednak ciebie nic nie ruszy?

Może twarde słowa czepnięte są ciebie jak haki?

Znajdę sposób, by je wyrwać, znajdę, lecz jaki?

Twoje oczy błyszczące jak kamienie w jeziorze

Czy znajdę rozwiązanie, czy coś nam pomoże?

Twój uśmiech się słońcem w blaski ubiera

Skóra tak gładka, że aż dech zapiera

Malutki ruch twój, moje serce już biegnie

Maraton przebywa i do twojego przylegnie

Lecz tylko na sekundę, kiedy wzrok odwrócisz

Wszystko się zburzy, wszystko w proch obrócisz

Lecz dziękuję Bogu za ciebie i życie

Którego po cichu nienawidzę skrycie

Jednak dzięki tobie, kiedy uśmiech twój widzę

Chce mi się oddychać, spoglądać na lice

Twoje i dostrzegać, jak oczy twe połyskują

I jak iskry radości w nich podskakują

Karolina Karpińska , klasa ILOL